Już myślałem, że spacer na Soszów w połowie listopada był ostatnią okazją na wybranie się w góry w 2017 roku. Niestety ostatnio wolne weekendy nie współgrały z dogodną pogodą na górskie wojaże. Tym samym z wielką radością przyjąłem fakt, że w przedostatni dzień roku udało się wstrzelić w kilkugodzinne okno pogodowe. Wyjazd na
wschód Słońca na Ochodzitą (894 m.n.p.m.), a później spacer dookoła
trójstyku granic Polski, Słowacji i Czech okazał się strzałem w dziesiątkę.
Już bardzo dawno nie miałem okazji obserwować górskiego wschodu Słońca, dlatego motywacja do wczesnego opuszczenia łóżka była dość silna. Pobudka o 4 rano w dzień wolny od pracy? - to zakrawa na horror! Horror ten wraz z upływem przejechanych kilometrów zamienił się jednak w piękną baśń. Jadąc autem dotarliśmy do Koniakowa od strony Milówki i Kamesznicy. Już po drodze w pierwszych błyskach przedświtu można było odnieść wrażenie, że przenieśliśmy się w bajkową krainę zimowej Narnii. Dzięki temu, że wczoraj obficie padał tu śnieg drzewa, drogi, domy i cała okolica otuliła się białą kołderką śniegu i skrzyła się teraz w kilkustopniowym mrozie. Ciemnogranatowe niebo powoli jaśniało na wschodzie łuną budzącego się Słońca.
Na Ochodzitą dotarliśmy jakieś 20-30
minut przed wschodem. W brzasku pierwszych słonecznych promieni
można było zaobserwować delikatną koronkę tatrzańskich
szczytów, które nieśmiało wynurzały się z niskich,
przysadzistych wierzchołków Beskidu Żywieckiego. Niezmiernie
pięknie wyglądały wzgórza na północy. Pagórki na których
rozsiadły się wsie Koniaków, Istebna; odległe pasma Czantorii czy
Beskidów Morawsko-Śląskich najpierw przyprószone złotym
odblaskiem, później oblały się purpurą i pomarańczem
wschodzącego Słońca, aby na końcu wykąpać się w żółtym
blasku świtu. Prognozy nie zawiodły i poranek okazał się bardzo
pogodny; idealnie bezchmurne niebo; lekki wiatr potęgujący uczucie
zimna. Jedynie odległe słowackie doliny na południowym-zachodzie
spały pogrążone pod grubą warstwą mgły.
 |
I jest. Złoty Dysk wynurza się zza chmur |
 |
Rupienka |
 |
Koniaków na tle Beskidów Morawsko-Sląskich |
 |
Jaworzynka, Girova i pasmo Połomów w Czechach |
 |
Podniebna zimowa kraina |
Szczyt Ochodzitej to bardzo dobry punkt
widokowy z panoramą na cztery strony świata. Wierzchołek góry
wieńczy wieża telekomunikacyjna; oprócz tego znajdziemy tutaj
jeszcze krótki wyciąg orczykowy; kapliczkę malowniczo wkomponowaną
w jedno ze zboczy i tzw. Bramę Karpacką, która jest elementem
promocyjnym Szlaku Wołoskiego - nowego produktu turystycznego w
polskich Karpatach.
 |
Kapliczka na Ochodzitej |
 |
Karpacka Brama A.D. 2017 |
Po spędzeniu na szczycie ok. 1,5 h;
zmarznięci, ale zadowoleni spałaszowaliśmy w aucie prowizoryczne
śniadanie i udaliśmy się na krótki spacer w okolicach trójstyku
granic Polski, Słowacji i Czech. Wędrówkę zaczęliśmy przy
końcowym przystanku autobusowym w Jaworzynce, skąd żółtym
szlakiem wygodną drogą doszliśmy w 15 minut do miejsca, gdzie
schodzą się granice trzech państw. Ustawiono tutaj wiaty
odpoczynkowe, godła narodowe poszczególnych państw, jak i masywne
granitowe obeliski. Niestety obecnie przejście na stronę słowacką
jest utrudnione z powodu zawalenia się mostu nad potokiem. Chętni
do przedostania się na drugą stronę muszą teraz przekroczyć dość
głęboki wąwóz.
 |
Okolice Trójstyku |
 |
Trójstyk granic Polski, Czech (po prawej), Słowacji ( w oddali po lewej) |
Z trójstyku żółty szlak doprowadza
nas do malutkiej czeskiej wsi Hrczawa, która nie wyróżnia się
niczym szczególnym. Stoi tu jeszcze kilka starych, drewnianych
domów; uwagę zwraca drewniany kościół pw. św. Cyryla i Metodego z
1936 roku.
 |
Kościół św. Cyryla i Metodego w Hrczawie |
 |
Stara plebania |
 |
Hrczawa |
 |
Stara chata |
Początkowo zakładaliśmy zdobycie
szczytu
Girovej (839 m.n.p.m.), ale rozleniwieni zimowym Słońcem
postanowiliśmy zmienić trasę i wrócić do Jaworzynki przez
Wawrzaczów Groń (687 m.n.p.m.) podążając cały czas żółtym
szlakiem. Wpływ na naszą decyzję miały także coraz liczniej
pojawiające się chmury i zapowiedź zmiany pogody w najbliższych
godzinach. Szlak prowadzi w większości asfaltem, co sprawia że
lepiej jest nim wędrować zimą niż latem podczas upalnej pogody,
kiedy człowiekowi wydaje się, że znalazł się na rozgrzanej
patelni.
 |
Zimowy las |
 |
Gdzieś na skraju lasu |
 |
Wiatr strącał śnieg z gałęzi... |
Po przekroczeniu byłego
polsko-czeskiego przejścia granicznego, docieramy na Wawrzaczów
Groń (687 m.n.p.m.), gdzie pogoda już całkowicie zawodzi. Słońce
znika za chmurami, a uczucie zimna potęguje silny, lodowaty wiatr.
Pozostaje już tylko zejście na parking do Jaworzynki, aby w ten
sposób zakończyć tą ostatnią wędrówkę karpackimi ścieżkami
w 2017 roku.
 |
Budynki po dawnym przejściu granicznym |
 |
Wawrzaczow Groń i widok na Ochodzitą i Baranią Górę |
 |
Wawrzaczów Groń: widok na Beskidy Kysuckie i nowo otwartą ekspresówkę D3 |
A podsumowanie roku?! Tak będzie w
następnym wpisie...
Udanych wędrówek w 2018!
0 Komentarze:
Prześlij komentarz