27 stycznia 2018

Beskid Wyspowy - Zimowa Mogielica




Pogoda na poniedziałek w Beskidzie Żywieckim zapowiadała się cudownie. To miał być jeden z tych cudownie zimowych dni z błękitnym niebem i bajecznie ośnieżonymi górami. Od kilku dni po głowie chodziło mi jednak wejście na Mogielicę (1171 m.n.p.m.) - najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego. Nic to, że prognozy dla tej części Beskidu nie były najlepsze; mimo to kierowany swoistą obsesją postanowiłem podjąć wyzwanie.

Swą trasę rozpocząłem w Jurkowie – sennej wiosce położonej w głębokiej dolinie między Mogielicą, Łopieniem, a Ćwilinem. W centrum wsi znajduje się wygodny parking dla samochodów; kościół pw. Matki Boskiej Nieustającej Pomocy z początku XX wieku, kilka sklepów oraz zajazd Mogielica obecnie świadczący usługi tylko na imprezy okolicznościowe.

Ranek jest bardzo rześki. Po weekendowych opadach śniegu wszystko tonie w śniegu; nawet droga przykryta jest jego cienką warstwą. Wielkie śniegowe czapy zwisają z dachów budynków; okrywają przydrożne drzewa; a przepływający przez wieś strumień wydaje się drzemać pod zimową pokrywą. 

Jurków

Z Jurkowa na Mogielicę wiedzie niebieski szlak. Prowadzi z parkingu przez mostek, aby tuż za nim skręcić w prawo wzdłuż potoku. Początkowo idzie się dobrze odśnieżonymi lokalnymi drogami; później jednak ścieżka wyprowadzająca pod las zasypana jest świeżą warstwą śniegu. Szlak jest nieprzetarty, ale idzie się dość przyjemnie; warstwa puchu sięga jedynie nieco powyżej kostek. Szybko wchodzę w las, gdzie nikną widoki. Pogoda pogarsza się; znika błękitne niebo, a ze wschodu szybko napływają niskie chmury. Szczególnie się tym nie przejmuję. W lesie panuje niesamowita atmosfera; jest cicho; ośnieżone jodły i świerki tłumią wszelkie odgłosy. Poruszam się całkowicie bezszelestnie; moje kroki tłumi śnieg. Wydaje się jakby cały las zamarł w oczekiwaniu na coś nieuniknionego; jakby czas zwolnił lub nawet się zatrzymał. Nic nie mąci spokoju tego miejsca. O tym, że jednak coś się tutaj dzieje świadczą liczne tropy leśnej zwierzyny na śniegu. Czy przypadkiem ona nie przygląda mi gdzieś się zza smreka?

Jurków

Niebieski szlak na Mogielicę

W połowie trasy na szczyt znajduje się ładnie położona polana zwaną Cyrlą. W jej dolnej części istnieją zabudowania gospodarskie; najprawdopodobniej wykorzystywane jeszcze latem. Obok niewielki leśny młodnik; wkrótce i to miejsce porośnie drzewami i utracimy kolejną górską panoramę. Lepszy widok rozpościera się z górnej części Cyrli. Stąd można dostrzec całe długie ramie Mogielicy odchodzące na południowy - zachód z kulminacjami Krzystonów (1012 m.n.p.m.) i Jasień (1052 .n.p.m.). Nieco na północ widać zbocza Ćwilina (1072 m.n.p.m.) oraz dalej szczyty Lubogoszczy (968 m.n.p.m.) i Lubonia Wielkiego (1022 m.n.p.m.).  

Cyrla

Panorama z górnej części Cyrli

Po opuszczeniu Cyrli wchodzimy znów w las, tym razem jednak jest to głównie buczyna. W śniegu idzie się dość mozolnie; ścieżka prowadzi coraz to większymi stromiznami. Trzeba bardzo uważać, gdyż pod świeżym śniegiem znajduje się warstwa lodu. Niestety pogoda nadal zawodzi; nad szczytem wiszą cały czas ciemne ołowiane chmury. Nie ma co liczyć na Słońce. Szczyt Mogielicy wygląda jak z bajki. Ośnieżone drzewa; wspaniała okiść na gałęziach i oblodzona wieża widokowa tworzą niepowtarzalny klimat.  

Z wieży widokowej przy dobrej pogodzie roztaczają się szerokie widoki na cztery strony świata. Widać skąd cały Beskid Wyspowy, Gorce, szczyty Tatr a także Beskidu Sądeckiego oraz Żywieckiego. Dziś muszę zadowolić się perspektywą najbliższych szczytów i dolin. Przebywanie na wieży muszę ograniczyć do minimum z racji lodowatego wiatru. Mimo to spędzam dość sporą chwilę na szczycie. Nieco poniżej wierzchołka robię dłuższy popas. Przy papieskim krzyżu znajduję osłonięte miejsce, gdzie mogę spokojnie napić się gorącej herbaty i coś przekąsić. Zastanawiam się także nad drogą powrotną. Czy schodzić zielonym na przełęcz Rydza-Śmigłego i dalej drogą do Jurkowa czy podążyć żółtym szlakiem przez Halę Stumorgową i dalej przez Krzystonów z zejściem do Półrzeczek, skąd asfaltem do Jurkowa. Ostatecznie wygrywa opcja dłuższa przez Półrzeczki. 

Wieża widokowa na szczycie

Na Hali Stumorgowej wieje niemiłosiernie. Wschodni wiatr całkowicie zawiał tu jakiekolwiek ślady szlaku; zaspy w niektórych miejscach sięgają do połowy łydki. Od wschodu wiszą ciemne chmury, które przez chwilę całkowicie pochłaniają widoczny z oddali szczyt Mogielicy. Na hali z racji otwartego terenu zalega o wiele więcej śniegu niż w lesie dlatego maszeruje się znacznie trudniej. Idąc przez hale wracają wspomnienia z cieplejszych dni, kiedy to nocowałem tutaj w namiocie. Wtedy ta rozległa polana była gościnnym miejscem, dziś jest lodowata i bezduszna...



Na szczycie wieży widokowej

Widok w stronę Dobrej

Krzyż papieski na zboczach Mogielicy

Za halą wchodzę w las. Tutaj także szlak jest nieprzetarty. Teraz odcinek żółtym szlakiem będzie dość monotonny, gdyż wiedzie cały czas bukowym lasem bez jakichkolwiek widoków. Po dotarciu w okolice Bazy Namiotowej Polana Wały, wybieram wyznaczony tutaj zielony szlak do Półrzeczek. Idę tędy pierwszy raz. Niestety i tutaj zero widoków. Szkoda, bo w końcu się rozpogadza i wychodzi Słońce. Do wioski docieram już po zachodzie. Łuna ostatnich promieni oświetla mi jeszcze drogę do Jurkowa. Po drodze fotografuje kilka starych chat oraz otoczenie wioski. Temperatura spada coraz szybciej; mróz szczypie po twarzy; sierp księżyca pojawia się na bezchmurnym niebie... powroty do codzienności są zawsze trudne.

Zielony szlak do Półrzeczek

Strumień w Półrzeczkach

Półrzeczki

Półrzeczki

W drodze do Jurkowa... ostatnie spojrzenie za siebie










3 Komentarze:

  1. Super zdjęcia i widoki. Jurków jest fajny - to jasne! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne zdjęcia i taka sama relacja. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo przyjemnie opisałeś swoją wyprawę. Fotografie wspaniałe.

    OdpowiedzUsuń